Rozdział VI

I'm so tired of being here,
Suppressed by all of my childish fears,
And if you have to leave,
I wish that you would just leave,
Your presence still lingers here,
And it won't leave me alone.

These wounds won't seem to heal,
This pain is just too real,
There's just too much that time cannot erase...

Arno stał z tyłu, słuchając śpiewu i gry na fortepianie Alice. Był późny wieczór, wszyscy byli w swoich pokojach, a ona grała, śpiewając. Po jej policzkach spływały łzy, ale jej głos nie załamywał się. Ale to, że nie załamywał się, wcale nie znaczyło, że nie było słychać bólu w jej głosie. Chęci bycia tam, gdzie osoba, do której zwracała się, śpiewając piosenkę teraz i nucąc ją przy każdym rysowaniu.
Po chwili pianino ucichło. Jej głos również. Czarnowłosa opierała twarz na klawiaturze i łkała. To musiało się z niej wylać, cały ból, który w sobie trzymała, musiał ją przerosnąć.
Wyszedł z ukrycia i kucnął obok niej. Przez cały tydzień zdążył ją lepiej poznać. Dowiedział się, że jej rodzina zginęła w pożarze, że była w szpitalu psychiatrycznym. Że nie radzi sobie sama ze sobą. Smutne było słuchanie załamującego się głosu dziewczyny, która przeszła zbyt wiele, jak na dziewiętnastolatkę. Ale najgorsze było to, że zaczął się do niej przywiązywać. Bał się najgorszego. Że w końcu będzie mu za bardzo zależało.
Alice spojrzała na niego i go przytuliła. Objął ją bez słowa. Niech się wypłacze, pomyślał, dobrze jej to zrobi.
— Nigdy mnie nie zostawisz samej, prawda? — Pociągnęła nosem, mówiąc cicho, jakby bała się, że ktoś oprócz niego ją usłyszy.
— Nie zostawię, obiecuję.
— Nie kłamiesz? — dopytała.
— Ja nigdy nie kłamię.
Wstali i usiedli na kanapie. Wtuliła się w niego mocno, a chłopak głaskał ją po głowie. Nikt się nie odzywał, siedzieli po cichu. Wystarczyła im sama ich obecność. Nic więcej. Głowa Alice, leżąca na torsie Arna, powoli unosiła się i upadała wraz z ruchem jego klatki piersiowej. Słyszała ciche, uspokajające bicie serca i odprężające, przyjemne głaskanie po włosach. To wszystko sprawiło, że uspokoiła się. Zamknęła oczy, wsłuchując się dokładniej w dźwięk, jaki wydawało jego bijące serce.
Tego dźwięku nie słyszała tak dawno. Przeszło z jedenaście lat. Zapomniała już, jak właściwie brzmi, bicie serca, a jak potrafi sprawić, że człowiek czuje się senny.

Szła powoli po pomoście, gdzieś przy Tamizie. Biała, zwiewna suknia plątała jej się pod nogami. Wydawało jej się, że szła powoli, ale z oddali słyszała głos Arna, wołający ją rozpaczliwie. Błagający, by się zatrzymała. Ale ona tylko szła, dopóki nie wpadła do wody. Tamiza wydawała się nie mieć dna, a powierzchnia była niewidoczna. Zamknęła więc oczy, czekając... no właśnie. Na co czekając? Na śmierć?
Poczuła, jak ktoś łapie jej rękę i przyciąga do siebie. Potem poczuła ramiona oplatające jej talię. Otworzyła oczy i zobaczyła przed sobą Arna, który zetknął ich czoła. Pływali w odmętach wód sami, ale byli razem. Pewne było, że nic im nie groziło.

Powoli otworzyła zaspane oczy. Leżała razem z Arnem na kanapie. Spała, otulona jego ramionami. Była późna noc. Ciemność salonu rozświetlały zapalone dużo wcześniej przez nią świece, które dodawały przyjemnego klimatu pomieszczeniu. Pieprzyć, że to tak nie wypada. Jest mi za wygodnie, pomyślała, zamykając oczy.

Następnego wieczora, za poleceniem Bumby'ego, mieli zebrać listy do Świętego Mikołaja, od wszystkich dzieci z sierocińca. Musiał mieć trochę czasu, by kupić prezenty. Zbierali i czytali listy, które napisały, by potem zrobić dla Angusa listę prezentów.
— A ty? — spytał, przechodząc do następnego pokoju. — Co chciałabyś dostać?
— Nic — odpowiedziała krótko.
— Ale tak nic a nic?
— Nic, Arno.
Weszli do pokoju Aline. Alice zaczęła szukać listu, który dziewczynka napisała. List leżał na parapecie. Był w ozdobionej przez dziewczynkę kopercie, która miała na sobie małe gwiazdki, prezenty, a przede wszystkim napis „Dla Świętego Mikołaja”.
Dziewczyna wzięła go do ręki i otworzyła.

Drogi Święty Mikołaju,
Nie chcę wielu rzeczy. Nie zależy mi na zabawkach, słodyczach. Przeżyję bez tego.
Boli mnie tylko jedna rzecz, Święty Mikołaju.
Alice nie jest do końca szczęśliwa. Wiem, że bardzo cierpi.
Chcę abyś dał jej szczęście.
Aline Kingsleight.

Alice zakryła usta dłonią. Wzruszyła się. To było kochane ze strony Aline. Nie chciała nic, oprócz jej szczęścia.
— Co się stało? — Stanął za nią i położył dłoń na jej barku. Dziewczyna pokazała mu list, a Arno przeczytał go uważnie. — To słodkie. Aline chyba cię kocha.
— Wygląda na to, że tak — szepnęła i podeszła do niej.
Odgarnęła włosy z jej twarzy i pocałowała czule w czoło. Dziewczynka uśmiechnęła się i wtuliła w poduszkę.
— To wszystko?
— Tak. — Ziewnęła i wyszła ze środka. Za nią wyszedł Francuz, równie zmęczony, co Alice. — Dobranoc, Arno.
Chłopak kiwnął głową, po czym poszedł do swojego pokoju. Ułożył się wygodnie w łóżku. Patrzył pustym wzrokiem w sufit.

Szczęście dla Alice. A gdyby tak... Nie.
To byłoby dla niej niebezpieczne.
Ale... Nie no. Przyjaźń nie powinna się tym skończyć.
Pieprzyć to! Sprawię, że będzie najszczęśliwszą dziewczyną na Ziemi.
W końcu, czego się nie robi dla przyjaciół?

Kilka dni później, podczas śniadania, Alice oraz Arno rozdawali prezenty. Czarnowłosa postanowiła dzień wcześniej podarować Aline obraz nowozelandzkiej jaskini, który narysowała, jako dodatek do szczęścia.

Dzieci dostawały bardzo ładne i smaczne prezenty, Zabawki, instrumenty, słodycze, a Aline cieszyła się z tego, że Alice była wesoła i nie potrzebowała niczego więcej. Uważała, że o był wystarczający prezent dla niej. Kiedy zielonooka ją wyczytała, a Arno trzymał w dłoniach owiniętą ozdobnym papierem tubę, wydawała się niezwykle zaskoczona. Podeszła do chłopaka i odebrała prezent. Rozerwała papier i otworzyła kartonową tubę. Rozwinęła zwój brystolu i uśmiechnęła się szeroko. Podbiegła do Alice i przytuliła ją mocno, dziękując za prezent. Po chwili usiadła powoli przy stole i widząc, że Arno wziął od niej prezent, nie mogła usiedzieć w miejscu.
— Alice i... ja? — Zdziwił się i podał niewielką tubę dziewczynie.
Odpakowała ją i chwilę potem pokazała Arno. Na rysunku, wykonanym kredkami, były ukazane trzy osoby, podpisane „Mama — Alice, Ja — Aline, Tata — Arno”. W pewnym momencie pociągną ją na swoje kolana i pocałował teatralnie. Kiedy pocałunek został zakończony przez Alice, usiadła mu na jednym kolanie i zawołała blondyneczkę. Arno usadowił ją sobie na drugim kolanie i pocałował w czubek głowy.
— Urocza z nas rodzinka, czyż nie, doktorze? — zapytał, uśmiechając się.
— Ależ oczywiście, Arno. — Posłał im delikatny uśmiech.
— A nie mówiłem? — zwrócił się do Alice.
— Nic nie mówiłeś!
— Ale mówię teraz.
Dziewczyna przewróciła oczami i pocałowała go w policzek. Blondynka przyglądała im się z delikatnym uśmiechem.
— Dziękuję — szepnęła cicho, tak by nikt nie usłyszał, po czym przytuliła się do chłopaka.
— Nie ma za co. Jestem do usług — odpowiedział jej, puszczając w jej stronę oczko.

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Trochę się wzruszyłam.
      Ta mała jest taka słodka i kochana.
      Dużo widzi i rozumie, jak na swój wiek.
      Byliby wspaniałą rodzinką. Kto wie? Może i tak będzie?

      Szczęście. Niby tak niewiele, a jednak wiele. Nie każdemu w życiu pisane jest być szczęśliwym, ale mam nadzieję, że prośba Aline się spełni i Alice będzie szczęśliwa. Zasługuje na to. Za dużo cierpienia w życiu doświadczyła.

      Rozdział bardzo mi się podobał, a ta prośba naprawdę poruszyła moje serducho.

      Czekam na następny!

      A tak w ogóle, to wyrobiłam się wcześniej 😄

      ❤❤❤

      Alessia

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ta mała jest taka słodka *,*
      Mówi to ta co dzieci nie lubi,
      Właściwie to pisze,
      Aww
      ❤❤

      Chociaż tu nie mam zaległości! XD

      Usuń
  3. Psycho, chyba marzysz już o świętach. W sumie to jeszcze nie tak dużo zostało. Niecałe dwa miesiące, ale ten czas szybko zasuwa. Niedawno był wrzesień, a teraz już listopad. Stop, nie tak szybko. O kurwa, za trzy miesiące będę miała pełnoletność. Nie chcę, to za szybko, o ja pitole. Pamiętam, gdy się cieszyłam, że skończyłam trzynaście lat, a to już osiemnaście. Nawet się nie obejrzę, a już będę miała trzydziestkę. Starość nie radość.
    Arno jest taki słodki i uroczy. Chcę takiego, ta Alice to ma dobrze. Ma trzech chłopaków, albo i więcej. Arno, Lucas, Daniel, o kimś zapomniałam? Jest ten z Rebelionu, ale nie pamiętam jak się nazywał :/
    Arno, Alice i Aline tworzą świetną rodzinkę, a ta dziewczynka jest taka słodka. Kufa, za dużo słowa ''słodkość''. Przypierdol mi, gdy jeszcze raz go użyję, ale tak porządnie.
    To ja czekam na kolejną perełkę. Może +18? ( ͡° ͜ʖ ͡°) XD
    Cudowny rozdział
    Pozdrawiam

    Demonek ♥

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział X