Rozdział IV

Od ich kłótni minęły dwa tygodnie. Nie odzywali się do siebie, widywali się tylko, gdy pracowali i od czasu do czasu na korytarzach. W końcu po tygodniu, Arno nie widział Alice w ogóle. Nie wychodziła z pokoju, a z relacji, jakie zdawała mu Aline, wiedział tyle, że spała lub płakała. Nie wychodziła nawet na sesje i to Bumby do niej przychodził. Na zapytanie, czy mógłby mu powiedzieć, co się z nią dzieje, powiedział tylko tyle, że ostatnio było tak trzy miesiące wcześniej. Arno nic to nie mówiło. Była już sytuacja, że zamykała się w pokoju na kilka dni i albo wyła cały dzień, albo spała?

Stał pod drzwiami jej pokoju, stukając palcami o ścianę. Zastanawiał się, czy zapukać. Może ona wcale nie chce go widzieć. A może właśnie potrzebuje rozmowy z kimś innym niż z Bumbym i nieświadomą Aline?

W końcu zapukał w drewniane drzwi. Nie dostał odpowiedzi. Nacisnął na klamkę, a te okazały się otwarte. Wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi. Alice leżała skulona tyłem do niego, jej palce były wplątane w jej czarne włosy. Słyszał ciche łkania.
— Ciii... spokojnie. — Usiadłszy obok, pogładził jej skołtunione włosy.
Dziewczyna niemrawo podniosła się do pozycji siedzącej. Wszystkie kości i mięśnie ją bolały, nie miała siły siedzieć. Spojrzała na niego czerwonymi, załzawionymi oczami. Jej smutne spojrzenie go zdołowało.
— Nie chcę z nikim rozmawiać — szepnęła. — Nie chcę, byś widział mnie w takim stanie. — Spuściła głowę, zasłaniając włosami twarz.
— Źle się czujesz?
— Czuję się tragicznie — syknęła. — Wiesz, jak może czuć się człowiek, podczas stanu depresyjnego? Jeżeli nie wiesz, to ci powiem. Czuje się jak niewart niczego śmieć.
— Wiesz, tak się składa, że coś o tym wiem — odrzekł, przysuwając się do niej.
Z początku chciał ją przytulić, ale zdał sobie sprawę, że zaczyna się do niej przywiązywać.

Przecież przyjaźń w tym wypadku nie jest zła... Prawda?

— Nie krępuj się. — Załkała. — Jeżeli musisz wyjść, to wyjdź.
Arno pokręcił głową i objął ją. Alice oparła głowę na jego torsie, prawie leżąc na chłopaku. Będąc w jego objęciach, czuła się niezwykle przyjemnie, bezpiecznie.
— Co byś zrobił, gdybyś mógł przeżyć swoje życie jeszcze raz?
— Pomyślmy. — Zadumał się. — Jeśli miałbym możliwość ponownie przeżyć swoje życie, jedyną rzeczą, jakiej bym nie zrobił, byłoby przywiązanie do kilku osób, które dzięki temu nie zginęłyby, a cieszyły dalszym życiem. — Westchnął smutno. — A ty?
— Uratowałabym moją rodzinę przed pożarem. Może nie miałabym tylu kłopotów.
— Ale spójrzmy na to tak — zaproponował — gdyby nie to wszystko, co przeszliśmy, najpewniej nigdy byśmy się nie spotkali. Ja mieszkałbym w Wersalu, ty ze swoją rodziną.
— To niepoznanie cię, nie zrobiłoby dużej różnicy w moim życiu.
— I znów ranisz moje uczucia! Złamałaś mi serce! — żalił się, gestykulując teatralnie.
— Musisz się do tego przyzwyczaić — mruknęła, zamykając oczy i wtulając się w niego. — Nie obrazisz się chyba, jak użyję cię jako poduszkę, prawda? — spytała, ziewając.
— Nie obrażę się. Choć nie ukrywam, że wolałbym wyjść na spacer i kawę.
— Lub na gorącą czekoladę — powiedziała rozmarzona. — Możemy pójść jutro?
— Jak sobie życzysz — odparł, przykrywając dziewczynę kocem. — Słodkich snów, Alice.
Obudziła się późną nocą. Leżała pod kołdrą, a po chłopaku nie było śladu. Wstała i wyjrzała przez okno. Na zewnątrz padał pierwszy, grudniowy śnieg. Otworzyła je, a chłodne powietrze sprawiło, że na jej rękach pojawiła się gęsia skórka. Wybiegła z pokoju i pobiegła do sypialni Arna. Wparowała do środka i podbiegła do śpiącego chłopaka.
— Arno, obudź się — pisnęła, trząchając nim.
— Co? — Jęknął, przykrywając się kołdrą.
— Chodź na zewnątrz. Pada śnieg! Pierwszy śnieg!
— Alice, daj mi spać, jest środek nocy. Jutro wyjdziemy na dwór.
— Czy ty mnie masz za małe dziecko? Wiem, że jest środek nocy, ale ty chyba nie masz pojęcia, jak dawno nie widziałam śniegu. No proszę!
— Jasny gwint — mruknął. — Niech będzie, tylko daj mi się ubrać.
Alice wyszła z sypialni i czekała na niego pod drzwiami. Kiedy wyszedł, pociągnęła go za rękę na dwór. Uniosła głowę do góry i zamknęła oczy. Płatki śniegu opadały na jej bladą twarz i zaplątywały się w czarne włosy. Nie przeszkadzało jej zimno ani to, że był środek nocy, a ona razem z Arnem stała na zewnątrz i marzła.
— Kiedyś — zaczęła — marzyłam, że ktoś wyzna mi miłość w nocy, gdy będzie padał pierwszy, grudniowy śnieg — opowiedziała, patrząc na niego. — Głupie, co?
— Nie. Ja kiedyś marzyłem, by znaleźć prawdziwą miłość. To jest dopiero głupie. — Zaśmiał się smutno i spojrzał w jej oczy.
— Wołałabym żyć w samotności niż się zakochać. To wiadome, że ta druga osoba i tak kiedyś odejdzie, a tobie pozostanie tylko ból po jej stracie. 

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Duże misio przyszło do małpy żeby przeczytać rozdział 😄
      Przeczytało i zaczęło pisać komentarz.

      Wybacz mi Arno, ale ja na miejscu Alice wzięła bym cie nie tylko za poduszkę, ale i chusteczkę higieniczną.
      To tak w gratisie.
      Później mógłbyśoczy na małe pranie 😂😨

      Alice wpadła w małą depresję. Może jednak nie taką małą? Kurde, depresja to zło.
      Dobrze, że Arno się odważył i do niej poszedł.

      Dwa tygodnie się do siebie nie odzywali?!
      No jak?! Jak im się to udało?!
      Ja nie wnikam, ale ja bym bez gadania z kimś kogo kocham bądź baaaardzo lubię nie wytrzymała( tak, mówię o tobie foszku).

      ŚNIEG ❄❄❄⛄⛄⛄

      Tutaj się cieszę, ale sama na zimę jakoś nie czekam.
      Mogę być dziwna, ale nie przepadam. Za gorąco źle. Za zimno źle. To tylko ja.

      Ostatnie zdanie mnie wzruszyło. Ma tyle prawdy w sobie, że aż trudno się wypowiedzieć.
      Najgorsze jest zakochanie i przywiązanie. Później ciężko się otrząsnąć po stracie 😢

      Meeega mi się podobało, ale dlaczego tak króciutko, foszku?

      Do następnego!

      Alessia

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Coraz bardziej lubię Arno i Alice. Pasują do siebie.
      Będę spojlerem i wyjawię, że oni się w sobie zakochają HAHAHA
      Jestem zła, podła i niedobra buhaha
      Pada śnieg, pada śnieg... Alice cieszy się jak małe dziecko. Właściwie, to też nie wiem, jakbym ja wyglądała, gdyby spadł śnieg. Nie cieszyłabym się, ale byłabym zaskoczona. U mnie nie pada śnieg, a jak pada, to malutko, nawet kulki nie da się ulepić. W Niemczech zrobiło się ocieplenie i komary wciąż grasują :(( Nienawidzę komarów!
      PEREŁKA, mimo tej depresji. Ona też była wyjątkowa.
      Czekam na next
      Pozdrawiam

      Shrew ♥

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział X