Rozdział III
Pokój wypełnił cichy dźwięk przyspieszonego oddechu. Podniosła się do pozycji siedzącej i zaczęła kasłać. Łapczywie łapała powietrze. Znów spała na bezdechu. Co się z nią działo? Bezsenność, bezdech, niedawno wyszła z depresji. Co z nią jest nie tak?
Wstała i od razu podeszła do zasłon, by je odsłonić. Na zewnątrz lało niemiłosiernie. Na szczęście czuła się lepiej, była wypoczęta. Spojrzała na zegar, wiszący nad drzwiami. Czwarta po południu. Straciła tak naprawdę cały dzień, ale chociaż nie chodziła i nie wyglądała jak żywy trup.
Wyszła z pokoju na korytarz i słysząc radosne krzyki i śmiechy, zeszła do holu. Na dole, za Arnem, na którego ramionach siedziała głośno śmiejąca się Aline, biegały inne dzieci, śmiejące się i dokazujące. Kiedy chłopak zatrzymał się, by odpocząć, blondyneczka, siedząca mu na ramionach, zobaczyła Alice.
— Alice! — krzyknęła, a brunet zdjął ją.
Dziewczynka podbiegła do niej i przytuliła z całej siły.
Dziewczyna uśmiechnęła się i poklepała Aline po głowie.
— Arno, sierociniec wysprzątany? — spytała.
— Ta...
— Masz stać na baczność, jak do mnie mówisz. — Uśmiechnęła się wrednie, a ten stanął jak żołnierz. — A więc?
— Wysprzątany, le général!
— Dobrze więc. — Powiodła wzrokiem po Arnie i uśmiechnęła się. — Berek! — Dotknęła chłopaka w ramię i wziąwszy blondynkę na ręce, zaczęła uciekać.
Popatrzył na nią niepoważnym wzrokiem, dając jej do zrozumienia, że nie ma zamiaru się w tę grę bawić, ale po chwili zaczął gonić ją i dzieci. Alice postawiła Aline na ziemi i gdy zorientowała się, że Arno jest coraz bliżej niej, zwiała na schody. Na jej nieszczęście złapał ją na szczycie, podniósł i przerzucił przez ramię.
— Arno, puść mnie — zażądała ze śmiechem.
Dzieci stały i przyglądały się całej sytuacji, zakrywając usta, próbując tym sposobem zagłuszyć śmiech.
— O nie, nie. Teraz się z tobą policzę, mała, wredna, czarnowłosa harpio! — krzyknął, zmierzając do jej pokoju.
Zamknął drzwi i rzucił ją na łóżko. Dziewczyna leżała bezbronna, nie wiedząc, co chłopak chce zrobić. W pewnym momencie zbliżył się do niej. Był bardzo blisko. Oddech Alice przyspieszył, a serce o mało nie wyskoczyło z jej piersi. Nagle cała scena zmieniła się. Chłopak wziął poduszkę i przycisnął jej do twarzy.
— A masz, cholero jedna!
— Arno, nie mogę oddychać.
Chłopak wziął to nie na poważnie, więc nie zaprzestawał delikatnego przyciskania puchowej poduszki do twarzy dziewczyny. Nagle ucichła. Podniósł poduchę i spojrzał na jej twarz. Zamknięte oczy i brak oddechu.
— O nie! Co za nieszczęście! Udusiłem Alice Liddell! — Zobaczył, jak kąciki jej ust unoszą się, pomimo rozpaczliwej walki o to, by się nie uśmiechnąć. Wstał i zaczął teatralnie rozpaczać. — Straciłem kolejną miłość mojego życia!
W końcu nie wytrzymała i roześmiała się głośno. Arno nie był gorszy, bo wybuchnął śmiechem zaraz po niej.
— Całkiem zacny teatrzyk, milordzie — mówiła.
— Dziękuję, mademoiselle. Panienki zdanie jest dla mnie najważniejsze. — Ukłonił się, nie mogąc opanować śmiechu.
— Lecz się, Dorian — zwróciła mu sarkastycznie uwagę.
— Po to tu przyjechałem.
Późną nocą, kiedy to sierociniec pogrążał się we śnie, Alice spała na krześle w pokoju Aline. Dziewczynka ponownie doświadczyła konwulsji, dlatego też czarnowłosa postanowiła spędzić resztę nocy w jej pokoju. Tak na wszelki wypadek. Jednak jej sen był znikomy. Budziło ją każde skrzypnięcie łóżka, czy jakikolwiek inny dźwięk.
— Co się dzieje? — spytała, gdy dziewczynka się obudziła.
— Chce mi się pić — jęknęła cicho i usiadła.
— Połóż się, a ja zaraz przyniosę ci coś do picia. — Westchnęła i wyszła z sypialni.
Powędrowała do kuchni i nalała dziewczynce wodę do szklanki. Wracając do pokoju, spotkała Arna, który wchodził do sierocińca. Niezwykle poobijany i obolały chłopak, usiadł na kanapie, próbując zdjąć płaszcz.
— Nie zdejmuj go — poleciła. — Zaniosę wodę Aline i zaraz ci pomogę, tylko się nie ruszaj.
Po zaniesieniu picia blondynce wróciła do Arna, natarczywie próbującego zdjąć płaszcz, ale przez poobijane i pokaleczone ręce, było to dość bolesne i nieprzyjemne, nie wspominając o trudzie.
Alice podeszła do niego i pomogła wstać, a zaraz potem dojść do jego sypialni. Posadziła go na łóżku i pomogła zdjąć okrycie.
Wyszła na chwilę, a zaraz potem wróciła z ciepłą wodą w misce, ręcznikiem i bandażami. Postawiła miskę na podłodze i zapaliła świecę, by widzieć cokolwiek.
— Dasz radę zdjąć kamizelkę i koszulę?
— Raczej powinienem — rzekł, odpinając guziki kamizelki.
Robił to jednak bardzo powoli, ze względu na ręce, które go bolały.
— Daj — mruknęła zniecierpliwiona. Zdjęła z niego całą górną część ubioru i zamoczyła ręcznik w wodzie, przemywając rany i otarcia. — Gdzieś się tak urządził?
— Czy to ważne? — Przewrócił oczami.
— Nie, ale gdybyś nie wychodził, to bym odpoczywała, a nie opatrywała ci ramiona.
— Tak, jasne, spałabyś. Raczej nasłuchiwała, czy Aline nie dostaje drgawek, lub bała się zasnąć przez paraliże senne.
— Guzik prawda! Poza tym, skąd ty w ogóle wiesz o paraliżu?!
— Pół tonu ciszej, to po pierwsze, po drugie, Aline mi powiedziała.
— Wiesz co? Zastanawiam się, po co ja ci w ogóle pomagam, skoro właściwie cię nie znam? Mogę równie dobrze teraz sobie pójść i zostawić cię z tym opatrywaniem. Przecież powinieneś dać sobie doskonale radę. I druga sprawa, po co ty mi pomagasz, skoro się nie znamy.
— Bo mam taki kaprys.
Między obojgiem zapadła cisza. Arno obiecał sobie, że gdy tylko ktoś w pobliżu będzie go potrzebował, nie jego, ogólnie pomocy, to pomoże tej osobie, tak jak pan de la Serre pomógł jemu, gdy stracił ojca.
A Alice? Była nauczona, by pomagać potrzebującym, tak jak zrobili to dla niej Nan i Bumby, gdy straciła wszystko i wróciła z azylu.
I z czego wynikła ta kłótnia? Z tego, że cierpi na bezsenność, paraliż senny i bezdech? Że boi się spać, bo za każdym razem może się to skończyć jej śmiercią?
Popatrzyli na siebie kątem oka. Niedługo potem Alice położyła ręcznik do miski i stanęła w drzwiach.
— Dobranoc — szepnęła.
— Alice, zaczekaj — poprosił, wstając i podchodząc do niej. Złapał ją za rękę i spojrzał w oczy. — Przepraszam. Ja nie...
— W porządku, masz rację. Powinnam spać częściej i dłużej — mówiła, kiwając głową. — Słodkich snów.
Puściła jego dłoń i wróciła do siebie. Kładąc się do łóżka, trochę rozmyślała. Arno się o nią troszczy.
Dlaczego to brzmi tak dziwnie?
Dawno ktoś się tak nie przejmował moim stanem zdrowia.
Może coś stało się w jego życiu? Gdyby tak nie było, pewnie by go nawet nie obchodziło, co jest ze mną nie tak. A może po prostu mnie... lubi?
— Arno, sierociniec wysprzątany? — spytała.
— Ta...
— Masz stać na baczność, jak do mnie mówisz. — Uśmiechnęła się wrednie, a ten stanął jak żołnierz. — A więc?
— Wysprzątany, le général!
— Dobrze więc. — Powiodła wzrokiem po Arnie i uśmiechnęła się. — Berek! — Dotknęła chłopaka w ramię i wziąwszy blondynkę na ręce, zaczęła uciekać.
Popatrzył na nią niepoważnym wzrokiem, dając jej do zrozumienia, że nie ma zamiaru się w tę grę bawić, ale po chwili zaczął gonić ją i dzieci. Alice postawiła Aline na ziemi i gdy zorientowała się, że Arno jest coraz bliżej niej, zwiała na schody. Na jej nieszczęście złapał ją na szczycie, podniósł i przerzucił przez ramię.
— Arno, puść mnie — zażądała ze śmiechem.
Dzieci stały i przyglądały się całej sytuacji, zakrywając usta, próbując tym sposobem zagłuszyć śmiech.
— O nie, nie. Teraz się z tobą policzę, mała, wredna, czarnowłosa harpio! — krzyknął, zmierzając do jej pokoju.
Zamknął drzwi i rzucił ją na łóżko. Dziewczyna leżała bezbronna, nie wiedząc, co chłopak chce zrobić. W pewnym momencie zbliżył się do niej. Był bardzo blisko. Oddech Alice przyspieszył, a serce o mało nie wyskoczyło z jej piersi. Nagle cała scena zmieniła się. Chłopak wziął poduszkę i przycisnął jej do twarzy.
— A masz, cholero jedna!
— Arno, nie mogę oddychać.
Chłopak wziął to nie na poważnie, więc nie zaprzestawał delikatnego przyciskania puchowej poduszki do twarzy dziewczyny. Nagle ucichła. Podniósł poduchę i spojrzał na jej twarz. Zamknięte oczy i brak oddechu.
— O nie! Co za nieszczęście! Udusiłem Alice Liddell! — Zobaczył, jak kąciki jej ust unoszą się, pomimo rozpaczliwej walki o to, by się nie uśmiechnąć. Wstał i zaczął teatralnie rozpaczać. — Straciłem kolejną miłość mojego życia!
W końcu nie wytrzymała i roześmiała się głośno. Arno nie był gorszy, bo wybuchnął śmiechem zaraz po niej.
— Całkiem zacny teatrzyk, milordzie — mówiła.
— Dziękuję, mademoiselle. Panienki zdanie jest dla mnie najważniejsze. — Ukłonił się, nie mogąc opanować śmiechu.
— Lecz się, Dorian — zwróciła mu sarkastycznie uwagę.
— Po to tu przyjechałem.
Późną nocą, kiedy to sierociniec pogrążał się we śnie, Alice spała na krześle w pokoju Aline. Dziewczynka ponownie doświadczyła konwulsji, dlatego też czarnowłosa postanowiła spędzić resztę nocy w jej pokoju. Tak na wszelki wypadek. Jednak jej sen był znikomy. Budziło ją każde skrzypnięcie łóżka, czy jakikolwiek inny dźwięk.
— Co się dzieje? — spytała, gdy dziewczynka się obudziła.
— Chce mi się pić — jęknęła cicho i usiadła.
— Połóż się, a ja zaraz przyniosę ci coś do picia. — Westchnęła i wyszła z sypialni.
Powędrowała do kuchni i nalała dziewczynce wodę do szklanki. Wracając do pokoju, spotkała Arna, który wchodził do sierocińca. Niezwykle poobijany i obolały chłopak, usiadł na kanapie, próbując zdjąć płaszcz.
— Nie zdejmuj go — poleciła. — Zaniosę wodę Aline i zaraz ci pomogę, tylko się nie ruszaj.
Po zaniesieniu picia blondynce wróciła do Arna, natarczywie próbującego zdjąć płaszcz, ale przez poobijane i pokaleczone ręce, było to dość bolesne i nieprzyjemne, nie wspominając o trudzie.
Alice podeszła do niego i pomogła wstać, a zaraz potem dojść do jego sypialni. Posadziła go na łóżku i pomogła zdjąć okrycie.
Wyszła na chwilę, a zaraz potem wróciła z ciepłą wodą w misce, ręcznikiem i bandażami. Postawiła miskę na podłodze i zapaliła świecę, by widzieć cokolwiek.
— Dasz radę zdjąć kamizelkę i koszulę?
— Raczej powinienem — rzekł, odpinając guziki kamizelki.
Robił to jednak bardzo powoli, ze względu na ręce, które go bolały.
— Daj — mruknęła zniecierpliwiona. Zdjęła z niego całą górną część ubioru i zamoczyła ręcznik w wodzie, przemywając rany i otarcia. — Gdzieś się tak urządził?
— Czy to ważne? — Przewrócił oczami.
— Nie, ale gdybyś nie wychodził, to bym odpoczywała, a nie opatrywała ci ramiona.
— Tak, jasne, spałabyś. Raczej nasłuchiwała, czy Aline nie dostaje drgawek, lub bała się zasnąć przez paraliże senne.
— Guzik prawda! Poza tym, skąd ty w ogóle wiesz o paraliżu?!
— Pół tonu ciszej, to po pierwsze, po drugie, Aline mi powiedziała.
— Wiesz co? Zastanawiam się, po co ja ci w ogóle pomagam, skoro właściwie cię nie znam? Mogę równie dobrze teraz sobie pójść i zostawić cię z tym opatrywaniem. Przecież powinieneś dać sobie doskonale radę. I druga sprawa, po co ty mi pomagasz, skoro się nie znamy.
— Bo mam taki kaprys.
Między obojgiem zapadła cisza. Arno obiecał sobie, że gdy tylko ktoś w pobliżu będzie go potrzebował, nie jego, ogólnie pomocy, to pomoże tej osobie, tak jak pan de la Serre pomógł jemu, gdy stracił ojca.
A Alice? Była nauczona, by pomagać potrzebującym, tak jak zrobili to dla niej Nan i Bumby, gdy straciła wszystko i wróciła z azylu.
I z czego wynikła ta kłótnia? Z tego, że cierpi na bezsenność, paraliż senny i bezdech? Że boi się spać, bo za każdym razem może się to skończyć jej śmiercią?
Popatrzyli na siebie kątem oka. Niedługo potem Alice położyła ręcznik do miski i stanęła w drzwiach.
— Dobranoc — szepnęła.
— Alice, zaczekaj — poprosił, wstając i podchodząc do niej. Złapał ją za rękę i spojrzał w oczy. — Przepraszam. Ja nie...
— W porządku, masz rację. Powinnam spać częściej i dłużej — mówiła, kiwając głową. — Słodkich snów.
Puściła jego dłoń i wróciła do siebie. Kładąc się do łóżka, trochę rozmyślała. Arno się o nią troszczy.
Dlaczego to brzmi tak dziwnie?
Dawno ktoś się tak nie przejmował moim stanem zdrowia.
Może coś stało się w jego życiu? Gdyby tak nie było, pewnie by go nawet nie obchodziło, co jest ze mną nie tak. A może po prostu mnie... lubi?

Alessia <3 <3
OdpowiedzUsuńMiałam właśnie chwile czasu, to sobie przeczytałam.
UsuńZnowu czuje niedosyt. Tak nie może być.
Musisz z tym coś zrobić.
W sumie to nie musisz, a możesz 😂
Byłoby fajnie. Za każdym razem, chciałabym więcej.
A ty wiesz jak to zrobić 😁
Tak nie miało być!
Dlaczego tak się stało?
Oni mają ze sobą rozmawiać!
Ja się nie zgadzam na żadne kłótnie! Na żadne drobne nieporozumienia.
Wiem, że mam mało do gadania, ale ja nie lubię jak bohaterowie się ze sobą kłócą 😕
Dlaczego on wrócić poobijany? Gdzie się ta małpa szwędała?
Stanął w czyjejś obronie i oberwał? A może coś innego?
Kłótnia to jedno, a dobra zabawa to drugie. Było tak fajnie, ale się coś spieprzyło!
Nie mogę się doczekać następnego ;**
A teraz...
❤❤❤❤❤❤❤
Za dużo masz tych blogów, ale chętnie poczytaj teraz bractwo 😂
Alessia
Kaśka?
OdpowiedzUsuńDemon :)
OdpowiedzUsuńBuźka wpierdolka? O.o Och noł
UsuńŁo ło ło co już za kłótnie w trzecim rozdziale? Za szybko! Nie zgadzam się, ale co ja mam do powiedzenia XDD
Alice nie może spać. To coś poważnego? Tak, wiem, że mi nie powiesz, a raczej napiszesz, chyba że rozdział heh
PEREŁKA *-* Chce takich więcej!
Czekam na next. Szybko XD
Pozdrawiam
Demonek ♥
Malu?
OdpowiedzUsuńJa
UsuńPostanowiłam wszystko nadrobić 😁
Ejeje! Bez kłótni mi tu... ','
Cycha?
OdpowiedzUsuń