Rozdział II
Pobudka Alice nie należała do najprzyjemniejszych. Ciągłe koszmary o pożarze nie dawały jej spokoju. Nie pozwalały jej zapomnieć, odpocząć. Miała wrażenie, że jej własny umysł jest przeciwko niej, że chce, by cierpiała i nadal zrzucała winę na siebie. Przez to czuła się, jakby miała na plecach ogromny ciężar.
Wstała z łóżka, przecierając oczy. Nadal była zmęczona przez pilnowanie pół nocy Aline, która mogła dostać konwulsji, ale to już był czas i pora, by wziąć się za robienie śniadania. Z szafy wyjęła prosty strój, jaki miała zwyczaj nosić. Koszula w paski, brązowa spódnica, czarne rajstopy i podniszczony fartuch. Na stopy włożyła ciemne buty ze złotą klamrą i rozczesała włosy. Zeszła po schodach do kuchni, gdzie Arno przygotowywał powoli jedzenie. Ciekawym doświadczeniem było zobaczenie arystokraty, robiącego samemu śniadanie.
— Coś nie tak? — spytał, gdy uniósł wzrok, tak by widzieć Alice.
— Nie, wszystko jest w jak najlepszym porządku. — Uśmiechnęła się, próbując zamaskować wstyd. Odchrząknąwszy, podeszła do blatu, na którym leżało rozwałkowane ciasto i kilka jeszcze nieupieczonych rogali. — Robisz croissanty? — zapytała, czując, jak cieknie jej ślinka.
— Tak — rzekł, podpierając się na prostych rękach, na blacie. — A co?
— Chyba zrobiłam się głodna.
Chłopak zaśmiał się, a czarnowłosa stanęła po jego prawej stronie i zaczęła przyglądać się jak zawija rogale.
Kiedy zaczęła mu pomagać, niedługo potem croissanty były już w piecu. Potem wzięli się za kanapki i, co zdziwiło Alice, Arno zrobił sałatkę.
— Pierwszy raz od dłuższego czasu jestem naprawdę głodna. Jak na to patrzę, to mi ślinka cieknie — przyznała, opierając się o blat i przyglądając się chłopakowi, który wyjmował upieczone rogale.
Ułożył wszystko na tacach i razem z Alice zaniósł na stół do jadalni, który był już nakryty.
— O której wstałeś, skoro nakryłeś stół, zrobiłeś ciasto francuskie, zagotowałeś wodę na herbatę i pokroiłeś sałatkę, tak by wystarczyło dla całego sierocińca?
— Tajemnica. — Uśmiechnął się zalotnie i położył croissanty na stole.
Stawiając resztę jedzenia, przewróciła oczami. Wrócili do kuchni, by zielonooka zaparzyła herbatę. W pewnym momencie nogi się pod nią ugięły i słabo się poczuła. Brązowooki chwycił szybko czajnik z gorącą wodą, a zaraz po tym dziewczynę. Szybko posadził ją na najbliższym krześle. Oczy jej się zamykały. Musiała jak najszybciej iść spać.
Kucnął przed nią i spojrzał w zmęczone, podkrążone oczy.
— Jak długo spałaś dzisiaj w nocy? — spytał z troską w głosie.
— Trzy godziny? Dwie?
— Zjesz i szorujesz do pokoju spać.
— Muszę posprzątać sierociniec i iść na sesję. — Przetarła oczy i ziewnęła.
— Ja posprzątam. A sesję masz...
— O pierwszej. — Zamknęła na chwilę oczy, chcąc chwili odpoczynku.
— Mam godzinę przed tobą. Powiem doktorowi, że dziś musisz odpocząć.
— Muszę dać leki Aline. Nie mogę odpoczywać. Mam tyle obowiązków.
— Gdzie są te leki, ile ona ich bierze i o której?
— W szafce, Aline ci pokarze, które. Bierze jedną tabletkę około dziesiątej.
— Gdzie ma pokój?
— Obok mnie — wyjaśniła mu.
Brunet pokiwał głową i wstał, po czym zaniósł imbryk z herbatą do jadalni, gdzie dzieci i Bumby już zajadali się jedzeniem. Chłopak wziął dwa talerze i położył na nie po croissancie, dwóch kanapkach, sałatce i zaniósł do kuchni, gdzie siedziała czarnowłosa. Resztą wody, która została w czajniku, zalał wcześniej wsypane do filiżanek liście herbaty i również postawił na stole.
— Będziesz jadł ze mną? — spytała, a ten pokiwał twierdząco głową. — Wiesz, że nie musisz.
— Ale muszę dopilnować, byś zjadła to wszystko.
— Niby dlaczego? — zapytała się z oburzeniem, a Arno powiódł po niej wzrokiem. — No tak, racja.
Uśmiechnął się i ugryzł kawałek kanapki.
Kiedy całe śniadanie było zjedzone, najpierw poprowadził wycieńczoną Alice do pokoju, a potem dał leki Aline.
— Dlaczego ty mi dzisiaj dajesz lekarstwa? — zagaiła, siedząc po turecku na łóżku, wyczekując pigułek.
— Alice musiała się na chwilę położyć.
— Jest chora?
— Nie, raczej zmęczona — odrzekł, podając jej tabletkę i szklankę wody.
— Znowu krzyczała przez sen? — Zmarszczyła brwi po przyjęciu dawki leku.
— Co? — Przystawił sobie krzesełko i usiadł twarzą w twarz z blondynką.
— Czasami, gdy śnią jej się złe rzeczy, krzyczy przez sen i czasami dostaje ataku paniki. Ale ona wtedy się nie budzi. To tak tylko wygląda. Ma otwarte oczy i krzyczy, ale nie może się ruszyć.
— Dostaje paraliżu sennego?
— Nie wiem, jak to się nazywa, ale jest wtedy przerażona. Już kilka razy to widziałam i kiedy słyszałam, jak błagała, by ktoś jej pomógł, krzyczała, że się pali, że jest sparaliżowana, nie mogłam powstrzymać płaczu.
— Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś, Aline. — Posłał jej szybki uśmiech i podszedł do drzwi.
— Nie ma za co... Jak masz na imię? — Przekrzywiła głowę.
— Arno. — Kiwnął głową i wyszedł.
Poszedł do pokoju obok i zobaczył, że Alice siedzi na łóżku i nie śpi. Po prostu patrzyła się w jeden punkt przed nią. Zdenerwował się trochę, to musiał przyznać. Mało co nie oparzyła się wrzątkiem i nie zrobiła sobie krzywdy przez zmęczenie i zamiast odespać noc, siedzi i czeka. Nawet nie wiadomo na co.
— Miałaś spać — powiedział ostro.
— Nie mogę zasnąć — szepnęła.
Dorian stanął przed oknem i zasłonił zasłony.
— Słodkich snów — przesylabował, idąc do drzwi.
— Nie zasnę. — Pokręciła głową.
Arno westchnął i uniósł głowę do góry. Zamknął drzwi i usiadł na krześle, na którym siedział dzień wcześniej.
— Co ty robisz? — zapytała zaskoczona.
— Im szybciej zaśniesz, tym szybciej sobie pójdę.
Westchnęła i położyła się, przykrywając kołdrą. Zamknęła oczy i chwilę zmuszała się, by ich nie otworzyć. W końcu zmorzył ją sen, więc przekręciła się na plecy i z delikatnym uśmiechem powoli zasypiała. Po kilkunastu, może kilkudziesięciu minutach, chłopak wstał z siedzenia i przykrył ją bardziej, wiedząc, że w pokoju było dość chłodno.
Nim wyszedł, upewnił się jeszcze raz czy ta dziewczyna śpi naprawdę, czy udaje, a chwilę potem zszedł do jadalni, posprzątać po śniadaniu.
Wstała z łóżka, przecierając oczy. Nadal była zmęczona przez pilnowanie pół nocy Aline, która mogła dostać konwulsji, ale to już był czas i pora, by wziąć się za robienie śniadania. Z szafy wyjęła prosty strój, jaki miała zwyczaj nosić. Koszula w paski, brązowa spódnica, czarne rajstopy i podniszczony fartuch. Na stopy włożyła ciemne buty ze złotą klamrą i rozczesała włosy. Zeszła po schodach do kuchni, gdzie Arno przygotowywał powoli jedzenie. Ciekawym doświadczeniem było zobaczenie arystokraty, robiącego samemu śniadanie.
— Coś nie tak? — spytał, gdy uniósł wzrok, tak by widzieć Alice.
— Nie, wszystko jest w jak najlepszym porządku. — Uśmiechnęła się, próbując zamaskować wstyd. Odchrząknąwszy, podeszła do blatu, na którym leżało rozwałkowane ciasto i kilka jeszcze nieupieczonych rogali. — Robisz croissanty? — zapytała, czując, jak cieknie jej ślinka.
— Tak — rzekł, podpierając się na prostych rękach, na blacie. — A co?
— Chyba zrobiłam się głodna.
Chłopak zaśmiał się, a czarnowłosa stanęła po jego prawej stronie i zaczęła przyglądać się jak zawija rogale.
Kiedy zaczęła mu pomagać, niedługo potem croissanty były już w piecu. Potem wzięli się za kanapki i, co zdziwiło Alice, Arno zrobił sałatkę.
— Pierwszy raz od dłuższego czasu jestem naprawdę głodna. Jak na to patrzę, to mi ślinka cieknie — przyznała, opierając się o blat i przyglądając się chłopakowi, który wyjmował upieczone rogale.
Ułożył wszystko na tacach i razem z Alice zaniósł na stół do jadalni, który był już nakryty.
— O której wstałeś, skoro nakryłeś stół, zrobiłeś ciasto francuskie, zagotowałeś wodę na herbatę i pokroiłeś sałatkę, tak by wystarczyło dla całego sierocińca?
— Tajemnica. — Uśmiechnął się zalotnie i położył croissanty na stole.
Stawiając resztę jedzenia, przewróciła oczami. Wrócili do kuchni, by zielonooka zaparzyła herbatę. W pewnym momencie nogi się pod nią ugięły i słabo się poczuła. Brązowooki chwycił szybko czajnik z gorącą wodą, a zaraz po tym dziewczynę. Szybko posadził ją na najbliższym krześle. Oczy jej się zamykały. Musiała jak najszybciej iść spać.
Kucnął przed nią i spojrzał w zmęczone, podkrążone oczy.
— Jak długo spałaś dzisiaj w nocy? — spytał z troską w głosie.
— Trzy godziny? Dwie?
— Zjesz i szorujesz do pokoju spać.
— Muszę posprzątać sierociniec i iść na sesję. — Przetarła oczy i ziewnęła.
— Ja posprzątam. A sesję masz...
— O pierwszej. — Zamknęła na chwilę oczy, chcąc chwili odpoczynku.
— Mam godzinę przed tobą. Powiem doktorowi, że dziś musisz odpocząć.
— Muszę dać leki Aline. Nie mogę odpoczywać. Mam tyle obowiązków.
— Gdzie są te leki, ile ona ich bierze i o której?
— W szafce, Aline ci pokarze, które. Bierze jedną tabletkę około dziesiątej.
— Gdzie ma pokój?
— Obok mnie — wyjaśniła mu.
Brunet pokiwał głową i wstał, po czym zaniósł imbryk z herbatą do jadalni, gdzie dzieci i Bumby już zajadali się jedzeniem. Chłopak wziął dwa talerze i położył na nie po croissancie, dwóch kanapkach, sałatce i zaniósł do kuchni, gdzie siedziała czarnowłosa. Resztą wody, która została w czajniku, zalał wcześniej wsypane do filiżanek liście herbaty i również postawił na stole.
— Będziesz jadł ze mną? — spytała, a ten pokiwał twierdząco głową. — Wiesz, że nie musisz.
— Ale muszę dopilnować, byś zjadła to wszystko.
— Niby dlaczego? — zapytała się z oburzeniem, a Arno powiódł po niej wzrokiem. — No tak, racja.
Uśmiechnął się i ugryzł kawałek kanapki.
Kiedy całe śniadanie było zjedzone, najpierw poprowadził wycieńczoną Alice do pokoju, a potem dał leki Aline.
— Dlaczego ty mi dzisiaj dajesz lekarstwa? — zagaiła, siedząc po turecku na łóżku, wyczekując pigułek.
— Alice musiała się na chwilę położyć.
— Jest chora?
— Nie, raczej zmęczona — odrzekł, podając jej tabletkę i szklankę wody.
— Znowu krzyczała przez sen? — Zmarszczyła brwi po przyjęciu dawki leku.
— Co? — Przystawił sobie krzesełko i usiadł twarzą w twarz z blondynką.
— Czasami, gdy śnią jej się złe rzeczy, krzyczy przez sen i czasami dostaje ataku paniki. Ale ona wtedy się nie budzi. To tak tylko wygląda. Ma otwarte oczy i krzyczy, ale nie może się ruszyć.
— Dostaje paraliżu sennego?
— Nie wiem, jak to się nazywa, ale jest wtedy przerażona. Już kilka razy to widziałam i kiedy słyszałam, jak błagała, by ktoś jej pomógł, krzyczała, że się pali, że jest sparaliżowana, nie mogłam powstrzymać płaczu.
— Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś, Aline. — Posłał jej szybki uśmiech i podszedł do drzwi.
— Nie ma za co... Jak masz na imię? — Przekrzywiła głowę.
— Arno. — Kiwnął głową i wyszedł.
Poszedł do pokoju obok i zobaczył, że Alice siedzi na łóżku i nie śpi. Po prostu patrzyła się w jeden punkt przed nią. Zdenerwował się trochę, to musiał przyznać. Mało co nie oparzyła się wrzątkiem i nie zrobiła sobie krzywdy przez zmęczenie i zamiast odespać noc, siedzi i czeka. Nawet nie wiadomo na co.
— Miałaś spać — powiedział ostro.
— Nie mogę zasnąć — szepnęła.
Dorian stanął przed oknem i zasłonił zasłony.
— Słodkich snów — przesylabował, idąc do drzwi.
— Nie zasnę. — Pokręciła głową.
Arno westchnął i uniósł głowę do góry. Zamknął drzwi i usiadł na krześle, na którym siedział dzień wcześniej.
— Co ty robisz? — zapytała zaskoczona.
— Im szybciej zaśniesz, tym szybciej sobie pójdę.
Westchnęła i położyła się, przykrywając kołdrą. Zamknęła oczy i chwilę zmuszała się, by ich nie otworzyć. W końcu zmorzył ją sen, więc przekręciła się na plecy i z delikatnym uśmiechem powoli zasypiała. Po kilkunastu, może kilkudziesięciu minutach, chłopak wstał z siedzenia i przykrył ją bardziej, wiedząc, że w pokoju było dość chłodno.
Nim wyszedł, upewnił się jeszcze raz czy ta dziewczyna śpi naprawdę, czy udaje, a chwilę potem zszedł do jadalni, posprzątać po śniadaniu.
Alessia
OdpowiedzUsuńA gdzie serduszko przy nazwie? Już mnie nie kochasz? Zdradzasz mnie? Kim on/ona jest?
UsuńCzuję się oszukana!
Teraz zabije cie potokiem serduszek ode mnie! Zapamiętasz mnie!
❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤
No doooobra.
Więcej nie będzie, bo na mnie nakrzyczysz!
Mój leń nie może mnie opuścić, ale przeczytałam i chciałabym więcej.
Wkręciłam się w rozdział, a tu buuuum,koniec.
Ja się tak nie bawię.
Mogłabym czytać i czytać w nieskończoność, dlatego za każdym razem czuje niedosyt!
Ktoś tu miał wczoraj ochotę na croissanty i wcisnął je do rozdziału, żeby mi ślinka ciekła! Oj ty zua!
Aż zgłodniałam!
Dawaj jednego!
Podziel się posiłkiem.
Przygarnij kropka 😄
Arno zaopiekował się Alice.
Kochany jest. Ma już u mnie dwa plusy, a w sumie to trzy.
Jeden za śniadanie, drugi za opiekę nad Alice,trzeci za pomoc przy Aline.
Oby tak dalej.
Aline się wygadała. Ciekawe czy Arno będzie chciał o tym rozmawiać z Alice 😁
Mógł jej kołysankę zaśpiewać, to może prędzej poszła by spać 😄
Podobało mi się i nie mogę się doczekać następnego!
Alessia
Kaśka
OdpowiedzUsuńMalu
OdpowiedzUsuńArno ❤
UsuńCycha
OdpowiedzUsuńDemonek
OdpowiedzUsuń