Rozdział I

Nie sądził, że kiedyś znajdzie się w takiej sytuacji. Że będzie musiał mieszkać w jednej z najbiedniejszych dzielnic Londynu, by móc pozbyć się bólu, który pozostał mu po stracie swojej lubej.

Kiedy dowiedział się od pana Wetheralla, że w Londynie, a dokładniej w londyńskim East End, mieszka jeden z lepszych psychologów, jakiego znał, nie chciał jechać. Uważał leczenie za niepotrzebne, zbędne. Dopiero gdy Jacques i Helene powiedzieli mu, jak bardzo źle wygląda i kiedy zaczęły nawiedzać go koszmary związane ze śmiercią ukochanej, postanowił się zgodzić.
I tak oto teraz stoi przed budynkiem sierocińca na Whitechapel. W oczekiwaniu na lekarza, który jednocześnie był jego dyrektorem.
Kiedy wreszcie dyrektor się pojawił, chłopak zobaczył wysokiego, z twarzy wyglądającego na zmęczonego, mężczyznę w średnim wieku.
— Arno Dorian, jak mniemam? — spytał, mierząc chłopaka wzrokiem.
— Tak, monsieur — odpowiedział krótko.
— Nie stój tak, wejdź, proszę. — Wpuścił go do środka.
Brunet wszedł do środka. Wystrój holu był nudny i mdły, głównie w brązach i szarościach. Nie do tego był przyzwyczajony przez mieszkanie w Wersalu, w pałacu de la Serre'ów. Czuł się jak w ogóle innym świecie.
— Kolejne popychadło — mruknęło jedno z dzieci.
— Myślicie, że Alice też będzie jego pupilkiem tak, jak doktora?
— To Alice, ona jest pupilkiem każdego mężczyzny!
Arno słuchał pełen zdumienia, co te dzieci mówiły. Nie mógł zrozumieć, dlaczego żywiły taką nienawiść do jakiejś dziewczyny. Żadna kobieta, nawet prostytutka, nie zasługiwała na takie obgadywanie, szczególnie gdy najprawdopodobniej nic im nie zrobiła.
Razem z terapeutą, wszedł na pierwsze piętro, po którym biegały dzieci. Rozglądał się po korytarzu pełnym drzwi. Jedne były otwarte, a przez nie zobaczył dziewczynę o włosach w kolorze głębokiej czerni, która pochylała się nad arkuszem brystolu, i dziewczynkę o blond włosach, siedzącą przed nią.
Zmarszczył brwi i spuścił wzrok. Przeszli razem jeszcze kilka kroków, a wtedy doktor otworzył drzwi.
— To twój pokój, Arno. Gdybyś czegoś potrzebował — wołaj — rzekł.
Arno pokiwał głową i wszedł do środka. Wnętrze nie było nie wiadomo jakie. Szara, wzorzysta, nudna tapeta na ścianach gdzieniegdzie odchodziła, odsłaniając podstarzałą, pożółkłą ścianę, a łóżko, stojące pod ścianą nie wyglądało na wygodne. Reszta rzeczy nie wyglądała najgorzej. W miarę porządne biurko, komoda, półka i szafa.
Nie mógł narzekać. Spędził trochę czasu w celi, a tu nie może być przecież gorzej niż tam.


— Alice, co to będzie? — spytała, przekrzywiając głowę.
— Pamiętasz, o czym mówiłam ci niedawno?
— Pamiętam. O miejscu, gdzie morzanie widzą, lecz nie mogą dotknąć.
— Dokładnie. O jaskini w Nowej Zelandii — mówiła, kolorując pastelami powierzchnię brystolu.
— Tam naprawdę są gwiazdy? I możne je dotknąć?
— Cóż, Aline. Może to nie są gwiazdy, ale wyglądają pięknie. To trzeba przyznać. — Uśmiechnęła się, rozcierając kreski, zrobione czarnymi i granatowymi pastelami.
— Szkoda, że nie możemy tam pojechać — powiedziała, patrząc na ruchy rąk Alice.
— Co ci mówiłam? — zapytała, a dziewczynka spojrzała jej w oczy. — Wystarczy użyć trochę wyobraźni. — Dotknęła krótko jej nosa i uśmiechnęła się nieznacznie.
Aline zaśmiała się i wytarła nos z czarnego śladu po pastelach, które zostały na palcach czarnowłosej. Obraz zaczął nabierać kształtów. Było widać niebieskie światła, które odbijały się od skał i wody. Punkty, wyglądające jak gwiazdy i nacieki na sklepieniach. Blondyneczka patrzyła, jak rysunek zaczął stawać się coraz bardziej realistyczny. Patrzyła ze skupieniem, ekscytacją i podziwem. Niestety po jakimś czasie musiała iść na terapię, więc dziewczyna została sama.
Nie wiedziała, że ktoś ją obserwuje, po prostu dalej malowała, nucąc pod nosem jakąś piosenkę i mocno skupiając się na swojej pracy.
Arno usiadł na krześle i patrzył na rysującą dziewczynę. To go w pewien sposób hipnotyzowało. Płynne i zdecydowane ruchy, które wykonywała. Była pewna tego, co robi i jak robi. Jakby miała przed oczami już gotowy obraz i musiała tylko malować po liniach.
Po długich minutach, które spędziła nad obrazem, odsunęła się od niego i wytarła ręce o ściereczkę, leżącą za nią.
— Jesteś nowym pacjentem? — zagaiła, odgarniając włosy, które opadły na jej twarz.
— Najwyraźniej. — Wstał razem z nią. — Arno Dorian. — Ukłonił się.
— Alice Liddell. — Dygnęła, zwijając pracę w rulon. — Z tego, co słyszę, jesteś Francuzem — zauważyła, wsuwając rulon do wiklinowego kosza, w którym znajdowały się również inne prace.
— Cóż, tak.
— I arystokratą.
— Skąd wiesz? — Uniósł brwi.
— Zwykłe zauważenie. Twój akcent nieco różni się od akcentu aptekarza, który niedawno przyjechał. Nie był arystokratą, a z niższych warstw społecznych. — Odwróciła się przodem do niego i zmierzyła wzrokiem. — A więc?
— W porządku. Spędziłem większość czasu w Wersalu, w posiadłości arystokratów. — Przewrócił oczami.
— Mam nadzieję, że umiesz sprzątać i gotować.
— Dlaczego miałbym nie?
— Arystokracja, pokojówki, lokaje, kucharze — wymieniała. — Nie koniecznie musisz to umieć.
— A musiałbym to robić, gdyż...
— W sierocińcu jest zasada. — Usiadła na łóżku. — Jeżeli jesteś dorosły, to sprzątasz i gotujesz. A że oboje jesteśmy dorośli, a przynajmniej tak sądzę, to od jutra pomagasz mi w kuchni i w sprzątaniu.
— Proszę cię, nie żartuj. — Zrobił kwaśną minę.
— Ależ panie Dorian, ja nie żartuję. — Zaśmiała się krótko. — Mówię nadzwyczaj poważnie.
— Zobaczymy się jeszcze dzisiaj, czy dopiero rano? — spytał, stając w drzwiach.
— Punkt siódma w kuchni.
— Nie masz zamiaru już dziś wychodzić?
— Bynajmniej. Nie jest najwcześniej, a chcę jeszcze dokończyć jedną rzecz.
— W takim razie, do rana, mademoiselle Liddell. — Uśmiechnął się.
— Do zobaczenia — mruknęła, wyjmując spod łóżka długi zwój papieru, na którym widniał obraz, który chciała dokończyć.

Należałoby skończyć pracę, a muszę podać Aline leki i zrobić kolację. 
Gdyby Arno mi nie przeszkodził, pewnie bym już była w trakcie poprawek.
Jednak myślę, że byłby dobrym... przyjacielem? Może to za dużo. Chociażby znajomym.

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Cudowny rozdział ♥
      Podoba mi się ta historia, jest ciekawa. Chcę kolejny rozdział hehe
      Arno i Alice... Pamiętaj, że masz jeszcze do pisania Lucasa i Alice. To moja ulubiona para, ale może polubię Arno i Alice? Mhm... pewnie tak XD
      Czekam na kolejny rozdział
      Pozdrawiam

      Demonek ♥

      Usuń
  2. Miotła Arno i do sprzątania! 😂
    No na co czekasz? Na specjalne zaproszenie?
    To nie tam. Tam są inne warunki niestety.
    Trzeba będzie się przyzwyczaić.

    Ale ty spoko gościu jesteś!
    Ja się znam na ludziach.
    Może to dopiero pierwszy rozdział, ale już Cię lubię.

    Alice maluje?
    Cholera ja też chcę!
    Ja to mam info śpiewania i do malowania dwie lewe ręce.
    Jedyne co potrafię to chmurę narysować 😂
    Ooo i kwiatki! Tylko to tez tak z umiarem 😂😂

    Arno trafił pod opiekę Bambusika.
    Czekam na ciebie gościu!
    Tak cię polubiłam, więc nie spieprz tego.

    On stracił dziewczynę?
    Jak? Kiedy? Gdzie? Dlaczego?

    Boszko boszki! :****

    Do następnego!

    Alessia

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak jak mowilam nie mam dziś weny na komentowanie��
    Jednakże rozdział bardzo mi się spodobał��
    Mam nadzieję że Arno sobie poradzi w sprzątaniu i gotowaniu����
    Alice go nauczy co i jak��
    Mam nadzieję że zostaną przyjaciółmi��
    Do następnego!
    Pozdrawiam��

    Kachna❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Ualalala francuz 😏😏😏
    Tak jakoś wziełam sie za czytanie i rozdział mi sie podoba!

    Ulalala
    Nie ładnie tak podrywać xd

    Ja bym chciała by ona zaczeła sie z nim ruchać!

    TAKKKKKK

    Chceeeeee 😂❤







    Kocham cie pamiętaj😂❤

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział X